Dziennikarze kontra blogerzy

/wpis z 15.12.2007

Dzisiaj w Agorze odbyło się spotkanie dziennikarzy i blogerów. Ci drudzy, jak na taką porę (14sta) przybyli dość licznie, dziennikarzy brakowało (o ile się nie mylę było ich 3 lub 4).

Powiem szczerze, że miałam wątpliwość co w ogóle na takim spotkaniu ma być, w skrócie – o co cho. Dobrze jednak, że poszłam, bo dowiedziałam się ciekawych rzeczy.

Po pierwsze dowiedziałam się, że jest rywalizacja/konflikt pomiędzy dziennikarzami i blogerami. Powiem szczerze, że to mnie zdziwiło, ale po tym jak usłyszałam, że teza potwierdzona jest przez Salon24 to przestałam się dziwić. Jeśli ktoś nie wie, blogi na salonie podzielone są na czerwone i niebieskie. Czerwone o ile się nie mylę to blogi uznawane za profesjonalne, a niebieskie to tzw. motłoch. Ponieważ psychologia swego czasu była moim konikiem, pamiętam eksperymenty (jak zwykle przeprowadzane na biednych studentach), które wykazywały, że nawet jeśli sztucznie podzieli się grupę lubiących się osób na dwa obozy, zawsze wystąpią między nimi konflikty i rywalizacja. Powoływanie się więc na sztuczny podział nie jest dla mnie dowodem na to, że grupa dziennikarzy i grupa blogerów skaczą sobie do oczu.

Z przykrością muszę stwierdzić, że ton spotkaniu nadało wystąpienie Krzysztofa Olszewskiego, zastępcy naczelnego Metra. Podejrzewam, że taka rola została Panu Krzysztofowi narzucona, jednak trudno jest rozmawiać konstruktywnie po wykładzie o wyższości jednej grupy ludzi (tu dziennikarzy) nad drugą (tu blogerami). Samo stwierdzenie „wyższość” sprowadza grupę „niższą” do kategorii swego rodzaju podgatunku. A stąd prosta droga do prawdziwego konfliktu. Osobiście wolałabym słowo „rożnica”. Nie dając się jednak ponieść emocjom, a patrząc konkretnie miałam po słowach Pana Olszewskiego jedno wrażenie – te różnice wynikają w dużej mierze z 2 czynników – formy i zależności.

Postaram się odwołać konkretnie. Jeśli chodzi o formę, padło stwierdzenie, że łatwiej jest znaleźć coś ciekawego w gazecie niż na tylu blogach. Jasne dla mnie jest, że na 20, 30 czy nawet 40 stronach gazety łatwiej jest coś znaleźć niż w setkach tysięcy blogów. Do czytania gazety nie potrzeba narzędzia systematyzującego. Do blogów jednak tak.

Co do zależności – powiedziano, że dziennikarz może napisać coś na każdy temat. Pytanie jest, czemu stwierdzono, że bloger nie – jasne, że może (podobno dziennikarz nawet jeśli nie potrafi – co często widać – to napisze), tylko nikt od niego tego nie wymaga. Pisząc bloga sam sobie narzuca tematykę i jasnym jest, że z własnej, nieprzymuszonej woli nie będzie się męczył pisząc coś, o czym nie ma pojęcia.

Kolejnym tematem „z zależności” jest weryfikacja materiału. I tu znowu – nikt od blogera tego nie wymaga, nikt nie nakłada na niego reguł i zasad – gdyby tak było, na pewno bardziej by zważał na słowa. Tu znów kwestia nadzoru i zależności. Pominę kwestie literówek i korekty. Blogerowi nikt nie płaci za pracę, jego blog jest bezpłatny – pozwolę sobie porównać to do Metra – jako wydawca z kilkuletnim stażem, który ma za sobą tysiące sprawdzanych korekt, mogę powiedzieć, że tyle literówek widziałam czasem w równie bezpłatnym jak blog Metrze, że ten temat naprawdę lepiej było pominąć milczeniem.

To takie wrażenia z wystąpienia Pana Olszewskiego. Mam wrażenie, że moja wypowiedź może zostać odczytana jako atak na środowisko dziennikarskie i potwierdzenie tezy konfliktu. Jednak nie o to, nie o to. Uważam jedynie, że jeśli ktoś mówi o wyższości to próbuje sztucznie wytworzyć konflikt. Dla mnie tego konfliktu nie ma, moim zdaniem media tradycyjne i blogosfera się uzupełniają – my nie piszemy newsów (chociaż bardzo rzadko się zdarza) – my uzupełniamy dziennikarskie newsy o własną opinię. Dlaczego? Bo uważamy, że nasz głos też jest ważny. To może być nasze własne zdanie, ale patrząc na statystyki trudno pozbyć się wrażenia, że jest ważny nie tylko dla nas – gazety patrzą na nakład – my na statystyki.

Padło też pytanie od dziennikarza – czemu chcecie, żebyśmy Was czytali? Odniosłam wrażenie, że drugim dnem było – czemu chcecie, żeby ktoś tak wpływowy jak my, zwrócił na Was uwagę? Nie będę tu robić za głos narodu – powiem za siebie. Nie dzielę Czytelników na grupy, nie obchodzi mnie czy ktoś, kto mnie czyta jest marketingowcem, handlowcem, budowlańcem, czy dziennikarzem. Zależy mi na tym, żeby mnie czytano, a czy będzie to dziennikarz czy Pani Jadzia ze „Sklepu pod Jaworem”…

Krótka konkluzja – takie spotkania są potrzebne, wychodzą wtedy na wierzch stereotypy i niezrozumienia, warto je wyjaśniać, warto rozmawiać. Jednak trudno jest rozmawiać w atmosferze wyższości jednych nad drugimi – górę mogą wziąć emocje, a wtedy konstruktywna rozmowa staje się praktycznie niemożliwa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s