/wpis z 09.06.2008
Kampania nowej oferty Plus GSM – 36 i 6 – ruszyła pełną parą i co rusz można przeczytać takie wypowiedzi:
U mnie przed szkola jest caly chodnik w tych dymkach i nikt nie wie o co chodzi. mi sie wydaje ze to nowa siec komorkowa – z komentarzy na Reklamanii
Dzisiaj we Wrocławiu to nieokreślone logo weszło w miasto. Nasuwa mi się niecenzuralne słowo, bo wlepki zostały umieszczone w miejscach, na których nie powinny się znaleźć: na ścianach i murach budynków, na drzwiach wejściowych do lokali w tym na drzwiach wejściowych do Biblioteki Głównej UWr., na poręczach wewnątrz obiektów, skrzynkach na gaz i energię, na znakach drogowych, sygnalizacji świetlnej. Wyraźnie widać trasy wlepkarzy, co więcej, nie sposób wlepek nie zauważyć… o taki efekt prawdopodobnie autorom chodziło. Jestem oburzony, bo metoda reklamy przez zaśmiecanie miasta nie budzi mojej sympatii. Co więcej, wlepki pojawiły się w miejscach, które zwykli wlekparze raczej omijają ze względu na inwazyjność. – stąd
Ale mnie wk…li obklejeniem miasta! Smiecili gdzie popadlo. Nawet na znakach drogowych ponaklejane, to juz pod kodeks karny podpada. Zerwalem rano kilka naklejek, jak bede wracac do domu to tez jeszcze troche sciągnę – też stąd
Ja wlepek nie widziałem w Gdyni, ale za to chodnik na jednej z głównych ulic w centrum był wczoraj co krok pomazany w te śmieszne wzorki – też stąd
Mam problem z kampanią reklamową sieci 36-6 o której wspomniała Pani w artykule z 2 czerwca pt. „Mieć puste można”. Kampania ta wyszła poza ramy billboardów, spotów telewizyjnych i rozpoczęło się vlepkowanie miasta oraz dosyć niepokojący proceder – malowanie/rysowanie po murach. Poszukuje kontaktu lub namiaru na agencje reklamową odpowiedzialną za przeprowadzanie jej w ten sposób aby wytknąć jej fakt oszpecenia elewacji sklepu należącego do mojej rodziny dymkami w charakterystycznych kolorach – wymazanymi na elewacji sklepu. Podobne „malunki” ciągną się od ulicy Kruczej do Marszałkowskiej – pomazane są mury, chodniki… nie dość iż walczymy z „graficiarzami” to jeszcze teraz za oszpecanie murów biorą się agencje reklamowe. (Wykluczam tutaj działalność lokalnych obszczymurków gdyż malunki na ulicy Wilczej wykonane są w identycznych kolorach jak te na bilbordach, zgadzają się proporcje itd itd). Proszę o pomoc w nagłośnieniu tej sprawy – uważam że tego typu praktyki nie powinny mieć miejsca w polskim świecie reklamy. – Pan Jan mailowo
U Mediafuna możemy zobaczyć wyrywkowo jak wyglądają działania „naulicowe”:
Wlepka na słupku chodnikowym, źródło: Mediafun
Graffiti na chodniku, źródło: Mediafun
Na wirtualnych mediach można przeczytać, że:
Odpowiednio do charakteru i oczekiwań grupy docelowej oraz konieczności podążania za jej potrzebami dobrano również niestandardowe nośniki: infoscreeny w metrze, reklamy w i na środkach komunikacji miejskiej, murale, graffiti, lasery, neony wmontowane w citylighty, brandowane jachty na Mazurach, znaki na ścieżkach rowerowych i wiele innych. W całym kraju wyklejono blisko 500 tys. chmurek, a do punktów sprzedaży trafiło ponad 2,5 mln sztuk materiałów BTL. Na okres letni przewidziano kolejne działania reklamowe. Kreację kampanii przygotowała agencja Team One, we współpracy z agencjami Tequila, MRM i Eskadra. Media zakupił i zaplanował Universal McCann.
Rozumiem, że grupa docelowa – młodzież, głównie licealiści i gimnazjaliści – oczekują i mają potrzebę zaśmiecania miasta i za tą potrzebą podążył Plus we współpracy z w/w agencjami. Rozumiem, że zmasowany atak gwarantuje, że wszyscy będą o kampanii mówili, ale mimo wszystko to, jak mówią, też jest ważne.
Wracając do sytuacji opisanej powyżej przez Pana Jana w mailu. Wg Jarosława Dąbrowskiego, Starszego Inspektora Straży Miejskiej w Warszawie, żeby móc skutecznie złożyć skargę, trzeba by ustalić tę konkretną osobę, która graffiti wykonała, bądź nakleiła wlepki – wtedy działa Artykuł 63a. Kodeksu Wykroczeń, który mówi, że:
Art. 63a. (78) § 1. Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nie przeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze, ograniczenia wolności albo grzywny.
Jeśli więc organizatorzy akcji mają spis tras wynajętych wlepkarzy/grafficiarzy, Pan Jan mógłby prawdopodobnie powołując się na ten artykuł spróbować coś ustalić. Tylko że nie oszukujmy się – akurat Ci dorabiający sobie licealiści i studenci najmniej są winni.
Można próbować zaskarżyć firmę w postępowaniu cywilnym, ale tu sukcesu – wg Jarosława Dąbrowskiego ze Straży Miejskiej – raczej wróżyć nie można. Co nie oznacza, że nie można próbować…