Bond to marka

/wpis z 11.11.2008

Nie mogłam nie iść na nowego Bonda. Cokolwiek by ktokolwiek mówił o Quantum of Solace, to – heloł – to jest Bond. Na Bonda się idzie i już. Oglądanie agenta Jej Królewskiej Mości, poza tym, że dostarcza rozrywki i jest po prostu świetną zabawą, jest też doświadczaniem marki. Bo James Bond to marka i to podręcznikowa wręcz. Nie wierzycie? A proszę.

Definicji marki jest wiele, ale najbliższa mi jest chyba ta Kalla: Marka to kombinacja produktu fizycznego, nazwy marki, opakowania, reklamy oraz towarzyszących im działań z zakresu dystrybucji i ceny, kombinacja, która odróżniając kombinację danego marketera od ofert konkurencyjnych, dostarcza konsumentowi wyróżniających korzyści funkcjonalnych lub symbolicznych, dzięki czemu tworzy lojalne grono nabywców i umożliwia tym samym osiągnięcie wiodącej pozycji na rynku.

James Bond jest jak najbardziej fizyczny. Aż do bólu, rzec by można. Nazwa też ma się dobrze. Opakowanie? Oprócz opakowania Bonda, a do roli agenta brane są naprawdę smakowite kąski, mamy również również opakowanie samej idei Bonda – gadżety, rewelacyjne sceny akcji, piękne kobiety. Everything. Bonda sprzedają nie tylko reklamy filmów, ale tez tych wszystkich firm, które pod Bonda, jak pod igrzyska, chcą się podczepić, a których produkty wystepują w filmie. Dystrybucja? A które kino nie chce grać Bonda, na którego tak wielu chce pójść? Swoją cenę też trzeba zapłacić, bo sceny z najnowszych Bondów, nie nadają się na oglądanie na komputerze wersji nagranej w kinie. Nawet jeśli puścicie to sobie na swoim telewizorze plazmowym i tak będzie kicha. Nie o to, nie o to w Bondzie chodzi. Filozoficznie do tego podchodząc, idąc na Bonda płacisz też cenę dużo wyższą. Cenę świadomości, że nigdy taki nie będziesz. Idziemy dalej?

Wymieniane w podręcznikach cechy marki to:

– swoisty indywidualizm,
– osobowość,
– emocjonalne korzyści,
– reprezentowanie określonej kultury,
– kojarzenie z jakością i ceną produktu,
– wartość dodana.

No to po kolei…

Swoisty indywidualizm

Nie ma drugiego takiego agenta jak James Bond. Żaden nie jest tak sprawny, tak inteligentny, nie ma tylu tak nie z tej ziemi gadżetów i nie łapie kobiet na papeterię. Mówisz tajny agent – myślisz James Bond. A jeśli myślisz inaczej, to – jakimś niewytłumaczalnym i koszmarnym zbiegiem okoliczności – nie słyszałeś nigdy o Bondzie. Ale ponieważ mówimy o akcji, a nie science-fiction, odrzućmy tę ewentualność. Poza tym, czy jest większy indywidualista wśród szpiegów? Bond wie swoje i to, co planuje zrobi po swojemu. Nawet jeśli nie podoba się to górze. Bond żyje sam i nie wiąże się z żadną kobietą. A przynajmniej nie na dłużej niż 2 godziny na ekranie.

Osobowość

Zostawmy charakter samego Jamesa Bonda i spójrzmy na to szerzej. Kiedy widzisz taki motyw, co Ci się kojarzy?

 

A kiedy słyszysz pierwsze dźwięki tego:

 

o czym myślisz? Filmy z Bondem to doskonale zgrana machina obrazu i dźwięku. Machina, której tryby rozponajesz od razu. I wiesz, że to właśnie to. To jest osobowość.

Emocjonalne korzyści

Oglądanie filmów z Bondem to rozrywka w czystej postaci. Bond jest przystojny, kobiety piękne, obrazy dopracowane, sceny akcji zapierają dech w piersiach, a to, że wczuwasz się w film sprawia, że przez blisko 120 minut czujesz się jak spełniony męzczyzna, który ma wszystko – najnowszy sprzęt, fascynujące życie i piękną kobietę pod sobą, na sobie, przed sobą, obok siebie…

Reprezentowanie określonej kultury

Nowoczesnej, że tak to ujmę. Każdy Bond jest nie tylko osadzony w aktualnych realiach tego, co się dzieje. On wybiega w przyszłość. W filmach odnajdziemy wszystkie możliwe zdobycze cywilizacji and much more. Bond wykorzystuje videokonferencje, telefon komórkowy, łączy się z centrala, która łączy się z siecia i przeszukuje swoje przepastne serwery, żeby podać Bondowi te informacje, których on potrzebuje. Bond jest nowoczesny i multimedialny. Jak czasy, w których żyjemy.

Kojarzenie z jakością i ceną produktu

Bonda ubiera Tom Ford, agent nosi zegarek Omegi (dokładnie model Seamaster Diver 300m), jeździ Astonem Martinem i pije Smirnoffa Black. Wszystko czego używa jest wypasione i najwyższej jakości. Kobiety też.

Wartość dodana

Oj, można by tu się rozpisywać czym byłby świat bez Bonda. Sama rozrywka jest wartością dodaną. To, że popisującego się znajomego, który po kilku głębszych próbował być bardziej sprawny niż ustawa przewiduje i złamał przy tym nadgarstek, możesz wyśmiewać, że Bond z niego żaden, też jest wartością dodaną. To, że nową technologię, która pozwala Ci na więcej, nazwiesz w myślach bondowską, też jest wartością dodaną. Tak samo jak świetne utwory, których możesz posłuchać tylko dlatego, że motyw z Bonda jest taki, a nie inny. A na imprezie, kiedy spytają Cię co pijesz powiedz „Martini – wstrząśnięte nie mieszane”, a znajomi uśmiechną się ze zrozumieniem. Bo może Bond z Ciebie żaden, ale teksty, które łapie każdy łączą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s