/wpis z 04.02.2013
Kiedyś reklamodawcy traktowali Super Bowl jak kobieta pierwszą, od dawna wyczekiwaną randkę z TYM mężczyzną. Starannie dobrana kreacja, kupiona specjalnie na tę okazję, wkładana tylko w przymierzalni (i w domu, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądała, kiedy się siedzi), musiała być najlepsza w repertuarze. A jej właścicielka w myślach już widziała to pierwsze wrażenie, na granicy omdlenia i odpływu krwi we właściwe miejsce, z przydechowym wypowiedzianym „o rany”. W tym roku reklamy z Super Bowl były jak randka z mężczyzną, który właściwie nie do końca nam się podoba, ale ponoć jest najbardziej cool w mieście i każda by się chciała umówić, więc żal stracić taką okazję. I nadal kupujemy sukienkę, wydajemy kasę głównie po to, żeby się pokazać i może ten facet pomyśli „ależ Ona jest fajna, chapałbym” i wtedy my powiemy, że nie jesteśmy gotowe na stały związek. Ale cośmy się odstawiły, to nasze i nikt nam tego nie odbierze.
Oglądając wszystkie 73 (słownie: oddajcie mi moje stracone 1,5 godziny) tegoroczne reklamy z Super Bowl, myślałam sobie o tym, jak to z wielkich wydarzeń robią nam się festiwale reklam i że taki mus pokazania się nie wpływa za dobrze na jakość pokazywanych klipów. Mówiąc o ważnych wydarzeniach, mam na myśli oczywiście SB i Oskary. Od Oskarów do filmów bliżej niż zdążycie powiedzieć „śliwka węgierka”, a mając w pamięci kinowe rozczarowania i smęcąc nad superbołlowymi reklamami, nie mogłam uniknąć filmowych porównań. Dlatego (a także dlatego, że wszyscy szanujący się blogerzy zarwali noc i opisali już ten festywal w kategorii best/worst, a ja wolałam spać) moje zestawienie reklam z SB jest tematyczne i porównujące do filmów różnych przeróżnych. Enjoy.
Perfect Match – Godaddy
Widzicie tytuł. Widzicie miniaturę. Widzicie pierwsze ujęcie. I jak w Ludzkiej Stonodze wiecie już, że tam zdarzy się coś naprawdę złego. Aaaaaand it’s here.
In plus: na tle miałkich reklam, ta się wyróżnia. I nie było defekacji.
Doritos – Express Checkout
Hahahahah, uderzył Go w jaja! LOL! ROTFL! YOLO! Zupełnie, jak w tej zajebistej komedii Kac Wawa! Nie mogę, zaraz się zesikam ze śmiechu! Not.
In plus: nie gra tam Michał Milowicz.
PSY | Wonderful Pistachios Get Crackin’
Widzisz PSY i czekasz, że będzie coś odlotowego. No przecież TAKA FALA, ktoś to musiał zrobić i jak wywalił tyle kasy, to na pewno będzie to świetne. HAHA PROMETEUSZ.
In plus: może firmy nauczą się, że memów się nie tyka, jak się nie ma brilliant idea. Ale nie sądzę.
Samsung Mobile USA – The Next Big Thing
Jest dobre, chwilami bardzo, ale czujesz, że w niektórych momentach można było z tego wyciągnąć więcej. Jednym słowem TED.
Dodatkowe in plus: nie gra tam Michał Milowicz.
God of War: Ascension „From Ashes”
Gladiator. Bo po prostu nie dało się uniknąć skojarzeń. Nie przyczepię się, bo mi się podoba i już.
In plus: wszystko.
Jeep? „Whole Again”
Jest patetycznie, łzawo, z chwilami uniesień. Dokładnie tak, jak lubi Jeep. Dokładnie tak, jak kocha Ameryka. Lincoln pełną gębą.
In plus: wszyscy wracają, trup się nie ściele. Dzięki Jeepowi oczywiście.
Doritos – Goat 4 Sale
Jedyna dobra reklama Doritos w tym Super Bowl. Pomijając niemożliwe do przeoczenia podobieństwo do królika Skittles (najlepsza reklama ever), jest moment, w którym czujesz, że tak to powinno wyglądać. Dokładnie jak The Cabin in the Woods – oglądasz, czujesz, że to już było, a potem jest myk i jesteś szczęśliwa, że to obejrzałaś, bo jest świetne.
In plus: MEEEEEEEEE
OREO – Whisper Fight
Jest absurd, jest pięknie. Prawie jak Napoleon Dynamite (z cyklu „mistrzowie tłumaczeń”: Napoleon Wybuchowiec), chociaż nie ma tyglewa.
In plus: nikt nie pokazał, że Oreo najpierw się przekręca, potem liże, potem składa, a potem moczy w mleku. I mean, what the fuck, po kiego grzyba to rozkładać przed utytłaniem w nabiale.
Miracle Stain – Tide
Jak Osada – bardzo dobra całość, kompletnie schrzanione zakończenie.
In plus: to nie jest Osada.
Pozycja specjalna: Dunder Mifflin by Quill.com
Bo jest The Office. I kotek.