Koszmar rasisty

dnia

/wpis z 05.10.2008

Kiedy Jack Shaw kładł się do łóżka tej październikowej, chłodnej nocy, nie przewidywał, że przyjdzie mu się zmierzyć z czymś takim. Jak każdego wieczoru wypił Budweisera, umył zęby, włożył satynowe bokserki i po szybkim, rzymskim pozdrowieniu wiszącego nad łóżkiem portretu, wskoczył pod kołdrę. Wpatrując się w okno i obserwując migoczące na niebie gwiazdy, rozmyślał o mijającym dniu. Powoli wzbierała w nim złość na tego cholernego Sarvesha, który tak długo wydawał mu resztę i nawet nie przeprosił za zwłokę. I jeszcze tak bezczelnie patrzył się na Jacka, jakby myślał, że jest lepszy. Pieprzony Hindus… Shaw wiedział jednak, że w końcu i temu brudasowi się dostanie. Im wszystkim się dostanie. Twarz Jacka rozjaśniła się i mężczyzna – snując wizje cudownej i tak długo wyczekiwanej zemsty, zapadł w sen. Sen, który miał zapamiętać do końca życia.

Musiała być siódma rano, bo niebo już jaśniało. Okno było niedomknięte i roleta uparcie uderzała o szybę. Jednak to nie ten hałas obudził Jacka. Mężczyznę obudził przeraźliwy krzyk. Jego krzyk. Zlany potem i blady Shaw poderwał się z łóżka i potrząsając głową chodził po pokoju. Tak nie może być, to nieprawda! To jakiś koszmarny żart! Wykrzykując w myślach te słowa, Jack zaczął przytomnieć. To tylko sen. Zwykły sen. Przecież czy ktokolwiek, poza sennymi marami, wpadłby na tak okrutny i chory pomysł, żeby Żydzi popierali murzyna?

Link do strony Great Schlep.

I ciekawa koncepcja tłumacząca wiral – u Szymona na wirale.pl.

Dodaj komentarz